DO KOLEJNEGO KURSU ZOSTAŁO

12-14 grudnia 2014
W3vina.COM Free Wordpress Themes Joomla Templates Best Wordpress Themes Premium Wordpress Themes Top Best Wordpress Themes 2012

Kurs Filip

Zaryzykuj spotkanie z Bogiem

O rekolekcjach

Co to jest ten „Kurs Filip”?

Kurs Filip to rekolekcje weekendowe w Magdalence – zaczynają się w piątek wieczorem, kończą w niedzielę po południu. Jest to wyjątkowy czas, w którym Bóg chce przemieniać serce i życie każdego kto, „zaryzykuje” i przyjedzie. Kurs Filip to początek przygody z Bogiem – przygody, która trwa potem do końca życia.

Dla kogo?

Rekolekcje są skierowane do tych, którzy szukają „czegoś” w życiu, do tych którzy zniechęcili się już szukaniem, do tych którzy nie wiedzą, czego niby mieli by szukać, oraz do tych, którzy się już gdzieś zgubili. Bo na tych rekolekcjach nie musisz już szukać – wystarczy dać się Bogu odnaleźć.

Naprawdę? Czyli ja też mogę przyjechać? Tak!* :-)

* Jeśli masz ukończone 16 lat i nie więcej niż 30 lat.

Gdzie to jest?

Nasze rekolekcje odbywają się w Magdalence, koło Warszawy. Dojazd autobusem ze stolicy zajmuje mniej niż 45 minut. Aby zobaczyć terminy najbliższych rekolekcji, zajrzyj do działu terminy.

Ile kosztuje?

Koszt rekolekcji to: - 90zł za pokój bez łazienki; - 110zł za pokój z łazienką. W cenę wliczone jest zakwaterowanie i posiłki przez cały czas trwania rekolekcji. Część kwoty należy wpłacić wcześniej w formie zaliczki. Resztę zapłacisz na miejscu.

Terminy i zapisy

Serdecznie zapraszamy na najbliższe rekolekcje, które odbędą się:

 

 


Bardzo prosimy o wysłanie zaliczki w wysokości 30zł w celu potwierdzenia przyjazdu.

Dane do przelewu:

Marek Piłka

ul. Korotyńskiego 19a/3 Warszawa

Numer konta: 11 1020 1097 0000 7102 0161 0914

Przydatne informacje

O której się zaczyna?

Rekolekcje rozpoczynają się w piątek o godz. 19:00 od wspólnej kolacji :), ale zgłaszać się w recepcji można już od godziny 18.00. Kończą się w niedzielę, około godziny 13:00.

 

Co mam ze sobą wziąć?

Jadąc na rekolekcje, weź ze sobą:

  • Pismo Święte (jeżeli masz),
  • obuwie zmienne do chodzenia po ośrodku,
  • śpiwór lub własne poszewki na pościel i prześcieradło – alternatywnie, na miejscu można wykupić poszewki na czas trwania rekolekcji – za dodatkowe 15 PLN.

 

Dojazd do Magdalenki

  • adres: Magdalenka, ul. Księdza Słojewskiego 19. Dom rekolekcyjny znajduje się obok kościoła pw. św. Marii Magdaleny     >zobacz<
  • Możesz jechać razem z nami! Zazwyczaj spotykamy się na przystanku P+R Al. Krakowska.
  • dojazd samodzielny autobusem podmiejskim:

Autobus z Dworca Zachodniego w Warszawie, w kierunku Grójca. Wysiądź na przystanku Łazy 01, przy ul. Łączności. Przejdź na drugą stronę szosy i idź do Magdalenki. Za cmentarzem skręć w lewo i idź prosto aż do kościoła.

 

Dojazd autobusami ZTM

  • dojazd samodzielny autobusem ZTM:

Autobusy ZTM z pętli P+R Al. Krakowska:
721, 728 – wysiąść w Łazach przy ul.Łączności (przystanek „Łazy”). Przejdź na drugą stronę szosy i idź do Magdalenki. Za cmentarzem w lewo aż do kościoła.
707 – wysiądź w Magdalence przy Ośrodku Zdrowia. Skieruj się w boczną drogę, która prowadzi do kościoła. Idź prosto około 2 km.
Nie zapomnij o skasowaniu biletu na II strefę podmiejską na przystanku granicznym (tj. „Na skraju”).

  • dojazd samochodem:

(Kliknij na mapę aby powiększyć)

Dojedź do Janek, tam pojedź w kierunku Krakowa. W Sękocinie na światłach skręć w lewo na Piaseczno. Dojechawszy do Magdalenki, skręć w prawo w asfaltową drogę (znaki drogowe zapowiadają parking i punkty gastronomiczne). Stąd prosto 2 km.

O nas

Jesteśmy grupą młodych ludzi, która w swoim życiu bardzo konkretnie spotkała Boga. Nie chcemy zatrzymywać tego doświadczenia tylko dla siebie – dlatego dzielimy się nim z innymi.

Należymy do Kościoła Katolickiego, i pod jego opieka dzieje się to wszystko. Kursy Filip prowadzimy we współpracy i pod patronatem Centrum Formacji „Wieczernik” w Magdalence, koło Warszawy.

Jesteśmy z dwóch wspólnot katolickiej Odnowy w Duchu Świętym „Oblubienica” i „Kyrios„, działających przy kościele św. Anny w Warszawie.

A tak poza tym, to jesteśmy normalnymi ludźmi i wyglądamy mniej więcej tak:

  

Dorotka do Filipa  

Ania do Filipa  

Kodie z Madzia na Filipa

DSC_0102 

 


Świadectwa

Karolina:

Trudno jest mi opisać słowami to, co przeżyłam na Kursie Filip. Zacznę może od tego, że przez te 3 dni Bóg zdziałał we mnie cuda.
Powód dla którego przyjechałam na owe rekolekcje był dość przyziemny. Wybrałam się tam nie po to, by coś się w moim życiu zmieniło, lecz by pobyć z ludźmi, których poznałam we wspólnocie akademickiej „ Oblubienica”. Chciałam najzwyczajniej w świecie poznać tych ludzi bliżej. Pan Bóg jednak przygotował dla mnie niespodziankę i jak zwykle mnie zaskoczył. Warto tutaj zaznaczyć, że przez doświadczenia z przeszłości bardzo zamknęłam się nie tylko na drugiego człowieka ale i na Boga. Parę lat temu zostałam okrutnie zraniona (i to niestety nie jeden raz) przez ludzi z mojej byłej wspólnoty oraz innych znajomych, na których mi zależało. Te wydarzenia sprawiły, że światło, które kiedyś w sobie miałam po prostu zgasło. Moje serce zostało pokryte grubym , zimnym lodem. Nie potrafiłam całkowicie zaufać ludziom oraz miałam ogromne trudności z okazywaniem uczuć innym. Byłam nawet przez pewien czas nazywana „ Królową Śniegu” . Niby miałam wszystko, czego potrzebowałam i niczego mi nie brakowało, jednak nie czułam się w swoim życiu szczęśliwa. Stwierdziłam, że to tylko ja sama mam wpływ na swoje życie oraz, że mogę liczyć tylko na siebie. Lubiłam być panią sytuacji. Zawsze miałam wszystko zorganizowane, zaplanowane i dopięte na ostatni guzik. Starałam się, by moje życie było idealne ale i tak nie czułam w sobie radości i szczęścia. Przyzwyczaiłam się z tą myślą, że już to się nie zmieni, że może tak już musi być. Jednak gdy pojechałam na kurs Filip coś się zmieniło.
Przez pierwszy dzień nie czułam nic. Słowa, wypowiadane przez animatorów nie robiły na mnie żadnego wrażenia. Czułam się lekko zrezygnowana i przygnębiona, że inni potrafią wejść całym sobą w rozmowę z Bogiem, a ja niestety nie. Modliłam się lecz nie czułam nic. W końcu nadeszła sobota, dzień w którym moje życie obróciło się o 180 stopni. Jeden z prowadzących opowiadał nam o wierze oraz o odwadze, by zawierzyć Bogu swoje życie. Usłyszałam historię o Alpiniście, który spadł w przepaść lecz spadając, zaczepił się o gałąź. Niestety z powodu ciemności i mgły nie widział jak daleko jest od ziemi. Wtedy zaczął się modlić i prosić Boga o pomoc. Pan usłyszał jego wołanie i kazał mu puścić się gałęzi. Alpinista jednak nie potrafił zaufać i skoczyć. Bał się, że zginie. Rano ratownicy znaleźli go martwego, wciąż wiszącego na tej gałęzi w bardzo małej odległości od ziemi. On nie skoczył i z tego powodu zginął. Ta opowieść była idealna właśnie dla mojej osoby. To ja byłam takim alpinistą, który kurczowo trzymał się gałęzi , bo bał się zaufać Bogu. To ja byłam tą osobą, która zamknęła swoje serce na wszystkie możliwe zamki, tylko by nie dopuścić innych ludzi i Boga do siebie. Zamknęłam je, by już nigdy nie zostać zraniona, ale nie sądziłam jednak, że zamykając bramę do swojego serca nie będę umiała jej potem sama otworzyć.
W sobotę wieczorem czekała na mnie jeszcze większa niespodzianka. Każdy, kto chciał mógł wyznać swoją wiarę w Boga przed Najświętszym Sakramentem. To, co wtedy przeżyłam jest trudne do opisania, lecz jedną rzeczą muszę się z wami podzielić. Po raz pierwszy w życiu wyznałam publicznie to, że Bóg jest dla mnie kimś ważnym. Podczas mego wyznania wiary czułam, jakby ukłucie w sercu. Miałam uczucie jakby ktoś kruszył lód w mej duszy. Łzy napływały mi do oczu tak szybko, że nie umiałam ich opanować. Dla mnie było to coś nowego, ponieważ ja nigdy nie okazywałam swoich słabości i emocji innym oraz nigdy nie mówiłam głośno tego, co czuję. Tym razem nie umiała walczyć z samą sobą, choć przez wiele lat robiłam to niemal cały czas. Modliłam się, płakałam a Bóg powoli otwierał zamki do mego serca. W końcu od tak długiego czasu poczułam się wolna. Po modlitwie wstawienniczej moje łzy zaczęły płynąć jeszcze obficiej. To było uczucie jakby te wszystkie zranienia, ten ból, strach i rozczarowanie nareszcie znalazły ujście.
Może mi nie uwierzycie, że tak działo się naprawdę lecz chcę wam tylko powiedzieć, że dzięki tym trzem dniom moje życie zmieniło się całkowicie. Można powiedzieć, że dawna Karolina nareszcie wróciła! Bóg roztopił lód w moim sercu i napełnił je radością i wiarą. Już nie mam obaw przed puszczeniem się tej gałęzi, na której wisiałam tak długo.
Od Kursu Filip w moim życiu króluje Jezus i to on siedzi na tronie mego życia a nie ja. To On mną kieruje i prowadzi, to za Nim chcę kroczyć i Jego naśladować. Teraz już wiem, że to tylko Bóg, który jest moim Ojcem może nadać sens mojemu życiu i napełnić moją duszę wiecznym szczęściem. Już się nie boję, bo wiem, że Pan mnie prowadzi, że chce dla mnie jak najlepiej. On nie pozwoli, by stała mi się krzywda, bo mnie kocha i jestem dla Niego ważna. Teraz pozostało mi jedynie zatrzymać owoce tych rekolekcji jak najdłużej w sobie. Lecz wierzę, że Bóg mi w tym pomoże.
Za Kurs Filip i za to, że Bóg tak cudownie i namacalnie stał się nierozłączną częścią mego życia, CHWAŁA PANU!!

Mateusz:

Jechałem na Kurs Filip z nadzieją, że jakoś zmieni on moje życie. I choć była to wątła nadzieja, wątła podobnie jak moja wiara w Boga i miłość do Niego, to modliłem się, żeby coś faktycznie się ruszyło. Po wysłuchaniu katechez myślałem sobie „kto to wszystko spamięta?!” i niespecjalnie czułem, żeby coś się zmieniało. Jedna z ostatnich katechez była o Duchu Świętym i tam dowiedziałem się, że to On pozwala na ogarnięcie tego wszystkiego. Teraz, gdy do tego wracam, stwierdzam, że może faktycznie za rzadko modlę się do Ducha Świętego, choć nie przypominam sobie, żebym wtedy tak myślał.

Ogólnie zatem udawałem, że wszystko jest w porządku, byłem jednak nieco zawiedziony, ale jako że nadzieja umiera ostatnia, nadal tliła się ona we mnie – że coś mimo wszystko się zmieni, jeśli nie teraz, to później. No i wreszcie – coś mnie poruszyło. Co? Zapowiedź, że w sobotę wieczorem będziemy ofiarowali swoje życie Panu Jezusowi. Gdy po raz pierwszy zrobiłem to w moim życiu, to skutek był taki, jakby przeszło przez nie tornado. Nie powiem, żebym był wtedy zadowolony ze wszystkiego, co się zdarzyło, ale z pewnością nie było nudno. No więc dobrze, chwila nadeszła – tylko ja, Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie i czterdzieści parę innych osób, z których wiele tego wieczoru też ofiarowało się Panu. Gdy wypowiadałem słowa ofiarowania, zdarzył się mały (?) cud: gdy mówiłem, że ustanawiam Pana Jezusa moim Panem, Bogiem i Zbawicielem, to zrobiłem to z taką pewnością i mocą, jakbym to nie ja wypowiadał te słowa albo przynajmniej jakby ktoś mi w tym solidnie pomagał.

Na kursie dowiedziałem się, że najważniejszy dzień rekolekcji to poniedziałek i że większość owoców rekolekcji widać po nich. W poniedziałek udało mi się wygrać z lenistwem, więc nie było źle, ale we wtorek było jeszcze lepiej: czułem się tak, jakby napełniła mnie Boża radość, błogość, moc i natchnienie Ducha Świętego i wszystko wychodziło mi jak nigdy! A przy tym teraz mocniej widzę, że jest jeszcze wiele do zrobienia w moim życiu i że jestem dopiero na początku drogi…

Marlena:

Cześć. Nazywam się Marlena i to co za chwile przeczytacie to moje świadectwo, do którego namówiła mnie siostra ze wspólnoty i dobrze zrobiła. Wiem, że sama bym się nie odważyła…
Hmm… I nie wiem od czego zacząć. Jest to dla mnie ważne bo był to na prawdę najpiękniejszy czas w moim życiu. Nawet nie mogę uwierzyć w to, że siedzę i piszę świadectwo.

Od rekolekcji w Magdalence minął już tydzień. Siedzę w pokoju, patrzę w okno i po raz pierwszy nie czuję pustki w sercu, nie czuję też strachu ani bólu. Widzę drzewo, moje ulubione drzewo i po raz pierwszy nie łączę się z nim w osamotnieniu.
Przez te ostatnie cztery lata, próbowałam stanąć na nogi. Miałam dosyć życia i cierpienia. Czułam tak straszny ból. Byłam wściekła na samą siebie, nie mogłam pogodzić się z czymś.. i myślałam, byłam prawie pewna, że to się już nigdy nie zmieni. Można powiedzieć, że zapomniałam o Bogu… Chciałam zacząć wszystko od nowa, a nie wiedziałam czego mi potrzeba.

Jedyną dobrą odskocznią, jedyną ucieczką od tego wszystkiego był taniec.
Codziennie po pracy szłam na salę taneczną i spędzałam na niej kilka godzin. Chciałam wyłączyć myśli, skupić się na tym co robię. Na zajęciach było wspaniale ale kiedy wracałam w nocy do domu… wszystkie myśli wracały. Próbowałam je zagłuszyć. Stałam przed lustrem, powtarzałam kombinacje z zajęć i płakałam. Mama martwiła się o mnie, próbowała mi pomóc. Ja nie chciałam tego słuchać, więc często kończyło się to kłótnią.
Po kilku miesiącach przemęczyłam się. Nie mogłam jednak rzucić tańca, więc trenowałam dalej. Wiedziałam, że przesadzam ale to było silniejsze ode mnie. Skończyło się tym, że doznałam poważnej kontuzji. Wtedy już byłam zmuszona przerwać treningi. Miałam depresję, siedziałam sama w pokoju i płakałam. Godzinami obserwowałam to moje ulubione, wysokie drzewo. Marzyłam o tym by wspiąć się na nie. Bałam się nawet spróbować, więc nie wychodziłam i tylko marzyłam.
Kiedy poczułam się lepiej próbowałam wrócić do tańca, ciągle jednak nie byłam w pełni zdrowa… W niczym już nie widziałam sensu. Znienawidziłam nawet taniec.

Po jakimś czasie zmieniłam pracę i to właśnie w niej poznałam kogoś, kto zaprosił mnie do Oblubienicy w Św. Annie.
Po dwóch, trzech spotkaniach coś zaczęło się we mnie zmieniać. Kiedy byłam w gronie tych wspaniałych ludzi ciągle chodziłam uśmiechnięta.
Dowiedziałam się, że istnieje takie coś jak Kurs Filip. Zrozumiałam, że to znak od Pana Boga i bardzo chciałam to sprawdzić.
Czytałam i słyszałam świadectwa ludzi, którzy już na nim byli. Trochę się wystraszyłam, bo mówili o tym tak pozytywnie. Pomyślałam też, że skoro na spotkaniach wspólnoty czułam się tak dobrze, to na tym wyjeździe musi być jeszcze lepiej.
Nie myliłam się. Strach minął pierwszej nocy, nie mogłam zasnąć. Czułam coś niesamowitego. Drugi dzień minął bardzo szybko i chociaż wieczorem zmęczenie brało górę to jednak siła woli i ciekawość dzielnie walczyły, dzięki czemu wytrwałam do końca. Po godzinie 20 stałam się nowym człowiekiem.
W niedzielę, na prawdę ciężko było mi wrócić do Warszawy. W domu nawet moja mama była w świetnym humorze. Długo rozmawiałyśmy. Miałam łzy w oczach, bo po raz pierwszy czułam, że wróciłam do domu…
Teraz czuję spokój i siłę wewnętrzną. Wiem, że nie jestem sama. Nie boję się już niczego. Czuję niesamowitą radość, za każdym razem kiedy wracam do domu. Chcę wrócić także do tańca.
Czuję tęsknotę za życiem i za Bogiem. Chce poznać to wszystko na nowo.
Całe swoje życie, wszystkie moje myśli oddałam Bogu i to właśnie dzięki temu jestem szczęśliwa

Chwała Panu!


Radek

Nazywam się Radek. Chcę Wam opowiedzieć, jak ogromny wpływ miał Kurs Filip na moje życie. Zanim trafiłem na te rekolekcje, byłem smutnym, zagubionym człowiekiem, który nie do końca wiedział, czego chce od życia. Miałem mnóstwo kompleksów i niskie poczucie własnej wartości.

Szukałem Boga w życiu. Myślałem nawet, że jestem blisko Niego – chodziłem do Kościoła co tydzień, modliłem się, byłem na pielgrzymkach do Częstochowy, ale ciągle coś w moim życiu zgrzytało. Czułem niepokój, miałem wrażenie, że życie ucieka mi przez palce, że tracę coś bezpowrotnie.

Cały czas chciałem być lepszy niż byłem. Walczyłem ze swoimi słabościami i wadami, ale ciągle upadałem. Jedną z moich słabości było palenie papierosów. Chciałem to rzucić, wstydziłem się tego, często paliłem kryjąc się przed ludźmi tak, że niektórzy nie wiedzieli, że palę. Przynajmniej tak mi się wydawało… Raz nawet udało mi się rzucić. Nie paliłem przez pół roku, ale przyszły trudne chwile w moim życiu i znowu sięgnąłem po papierosy.

I ciągle próbowałem sam zmieniać swoje życie. Sam je planowałem, a gdy plany się nie sprawdzały – dołowałem się, stawałem się coraz bardziej smutny, bezsilny i coraz więcej paliłem.

Aż w końcu nadszedł dzień, w którym stwierdziłem, że sam nie dam rady, że potrzebuję pomocy. Wołałem do Boga o ratunek. A On skierował mnie na Kurs Filip – kiedyś trochę słyszałem o tym kursie, znalazłem w internecie informacje i zapisałem się…

Kurs Filip stał się punktem zwrotnym w moim życiu. Dopiero tam znalazłem Boga, doświadczyłem Jego Miłości. Zmieniła się moja relacja z Bogiem – stała się bliższa i bardziej osobista. Tam Bóg dał mi nowe życie.

To niesamowite, ale dokładnie od Kursu Filip, na którym byłem, nie palę papierosów. A jeszcze jadąc tam kończyłem paczkę papierosów. Bóg po prostu zabrał mi mój nałóg. Ja nie włożyłem w to specjalnie dużego wysiłku, a nie palę już od października 2004 roku. Pan zaczął przemieniać też całe moje życie. Zacząłem dostrzegać piękno świata, zachwycać się przyrodą i czasem się dziwię, czemu tego wcześniej nie dostrzegałem. Mam wrażenie, jakbym narodził się na nowo i na nowo poznawał świat. Pozbywam się kompleksów, nie dołuję się, gdy coś mi się nie udaje albo gdy ktoś mnie krytykuje. Mam świadomość, że moje życie i ja sam jestem ogromną wartością w oczach Boga.

Oczywiście nie jest tak, że wszystko mi się układa i nie mam żadnych problemów, ale z trudności wyciągam wnioski i nauki i wiem, że one mnie umacniają. Dzięki temu nie boję się, podejmować ważnych decyzji i kroczyć śmiało na przód.

Na Kursie Filip prosiłem Boga o to, żeby otworzył moje usta i żebym nie bał się głosić Chrystusa. Zanim pojechałem na te rekolekcje, rzadko rozmawiałem o Bogu i wierze. Bywały nawet sytuacje, w których bałem się przyznać, że jestem wierzący. Teraz jestem w diakoni ewangelizacyjnej w mojej wspólnocie i służę Bogu głoszeniem. Stało się to jednym z głównych zajęć poza pracą i nauką w moim życiu. Nie boję się już mówić o wierze i sprawia mi to ogromną radość.

Dziś wiem, że moje życie ma sens i że bez Boga nie mogę być szczęśliwy.

Chwała Panu!
Radek

Natalia

Przez ostatni rok życia wiele się o sobie dowiedziałam. Zaistniałe wydarzenia z perspektywy czasu oceniam jako potrzebne do poznania prawdy o sobie. Wszystko zaczęło się w sierpniu 2004 roku. Wtedy to relacje w mojej rodzinie zaczęły się psuć, panowała atmosfera niedomówień Moja rodzina przeżyła kryzys, a co za tym idzie moja wiara również. Wiele rzeczy robiłam wówczas z przyzwyczajenia. Owszem uczestniczyłam we Mszy Św. w niedzielę, ale czułam że to nie wystarczy, że czegoś mi brakuje. Nie potrafiłam, kłębiły się we mnie emocje. Przyznam, że męczyłam się wówczas. Pewnego dnia po 7 miesiącach przemyśleń poprosiłam siostry zakonne o modlitwę w intencji mojej rodziny. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać, tego samego dnia moja koleżanka zaproponowała mi wyjazd na kurs FILIP. Zgodziłam się i nie żałuję!

Najważniejszym momentem było oczywiście powierzenie życia Bogu. Powiedziałam teraz albo nigdy i wybrałam „teraz.” Na owoce nie musiałam długo czekać.
Miałam zaplanowane praktyki studenckie w centrum Londynu w okresie 2.07 – 2.10.2005r Wyjazd został odwołany pod koniec czerwca. Nie byłam tym zachwycona praktyki traktowałam jako szansę na zdobycie doświadczenia zawodowego. Zmieniłam zdanie oglądając wiadomości 7.07 a konkretnie relację z Londynu!
Moja wiara staje się coraz bardziej świadoma.
Zaczynam odczuwać potrzebę stawania w jej obronie, konkretnego opowiadania się za Jezusem. Zgadzam się, że po Kursie Filip nic już nie będzie takie jak przedtem

Kasia

Mam 24 lata. Pan Bóg upomniał się o mnie. Dał mi dużo znaków, których nie mogłam zlekceważyć. Koleżanka ze wspólnoty powiedziała mi, że czasami Bóg wyprowadza na pustynię, żeby powiedzieć człowiekowi coś bardzo ważnego. Mogę dzisiaj napisać, że byłam na pustyni. Jak na nią trafiłam? Po prostu, bardzo łatwo zabłądzić. Od kiedy pamiętam, było we mnie przekonanie, że o miłość trzeba się starać i że trzeba na nią zasłużyć. Taką postawę przyjęłam także w wierze. Starałam się być wzorową uczennicą, żeby zadowolić oczekiwania rodziców i byłam w tym skuteczna. Aby dostać się na dobre studia, wybrałam renomowaną szkołę katolicką z internatem, za namową rodziców. Znowu zabiegałam o uzyskanie wysokich wyników w nauce, wzorowo przestrzegałam regulaminu internatu, choć pod wieloma względami wydawał mi się bezdennie głupi oraz doskonaliłam się duchowo – uczestniczyłam aktywnie we wszystkich Mszach Św., internatowych modlitwach wieczornych. Szkoła, a raczej problemy, z jakimi ścierałam się w internacie, były dla mnie wtedy źródłem wielu smutków i utrapień. Cierpiałam z powodu surowego regulaminu i rozłąki z rodzicami. Dzielnie zagryzałam wargi, tłumacząc sobie, że to w końcu tylko cztery lata, a potem Pan Bóg wynagrodzi moje wysiłki i dostanę się na wymarzone studia: medycynę. ON miał jednak inne plany. W maturalnej klasie zdecydowałam, że medycyna nie jest moim powołaniem, wolałam rozwijać się w kierunku lingwistycznym. Nie starczyło mi odwagi, żeby powiedzieć rodzicom o tej diametralnej zmianie. Znałam ich negatywny stosunek do nauk humanistycznych, a poza tym bałam się, że winę zrzucą na fakt, że zakochałam się po raz pierwszy w moim życiu i zgłupiałam ostatecznie. Problem studiów zakończył się celowym oblaniem egzaminu na medycynę i nie złożeniem papierów na lingwistykę, tylko na dwa ścisłe kierunki: fizykę i geologię. Dostałam się na oba, wybrałam ten drugi. W międzyczasie całą rodziną przeprowadziliśmy się w okolice Warszawy, zostawiłam ukochaną Wielkopolskę i jeszcze bardziej umiłowanego chłopaka. Nie rozpoczęłam wymarzonych studiów lingwistycznych, tęskniłam za chłopcem. Winą za ten stan obarczyłam Rodziców i Boga, obraziłam się mocno i zapłonęłam gniewem. Dla nich tak bardzo się starałam i spotkała mnie taka niewdzięczność, takie było wtedy moje myślenie. Jeszcze przez dwa lata podtrzymywałam siłą woli związek na odległość, a rodzice krzywo na to patrzyli. Planowałam w myślach przyszłość z tym chłopakiem, ale kiedy rodzice stracili cierpliwość, powiedzieli, że mój Robert ma zdeklarować się, jeśli nadal chcemy się spotykać i postawili warunki „nie do spełnienia”. Czar prysł. Wtedy żal wybuchł we mnie ze zdwojoną siłą. Pretensja: „Boże, dlaczego pozwoliłeś zniszczyć ten piękny związek” kołatała się we mnie. Była na tyle silna, że zdeterminowała moje postępowanie na następne lata. Powstało we mnie przekonanie, że nie zasługuję na piękną miłość, bo to zdarza się jeden raz w życiu i mam ją już za sobą. Wtedy postanowiłam spróbować zmysłowej miłości. Mogę napisać o tym doświadczeniu tyle, że taka miłość bez uczucia była dla mnie źródłem wzgardy mężczyzny. Skończyła się rozbiciem związku, bólem w sercu i trudnościami z codziennym patrzeniem w lustro. Znienawidziłam siebie samą, wpadłam w depresję. Moje życie stało się pustynią: „bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy…”

Mój powrót z Anglii do Polski zbiegł się w czasie ze śmiercią Jana Pawła II. Przekroczyłam granice ojczyzny 3 kwietnia 2005 roku. Chciałam oddać hołd Ojcu Świętemu, który wcześniej był dla mnie autorytetem moralnym i duchowym, obrazem Chrystusa w człowieku. Kiedy z przyjaciółką stałam na placu Piłsudskiego, patrzyłam na telebim z wizerunkiem Ojca Świętego, a potem szłyśmy w Marszu Wdzięczności dla Jana Pawła II, dokonałam ogromnego rachunku sumienia. „Boże, co ja takiego zrobiłam ze swoim życiem? Zdeptałam swoje ideały! Co teraz robić? ” Po tych pytaniach przyszła myśl, że ukochaną przez Ojca Świętego modlitwą był różaniec. Pamiętałam, jak namawiał gorąco do tej modlitwy. Zaczęłam modlić się nią i tym samym zaczęłam wychodzić z pustyni.

Pustynia była ogromna, pięcioletnia w moim przypadku, nie wiedziałam, w którą stronę powinnam udać się, aby odnaleźć właściwą drogę. Znowu Pan Bóg przyszedł mi z pomocą. Moja młodsza siostra przygotowywała się w tym czasie do sakramentu bierzmowania. Poprosiła mnie, żebym została jej świadkiem. Zgodziłam się. Teraz widzę w tym działanie Pana Boga. Sytuacja ta zmusiła mnie do przystąpienia do spowiedzi po blisko pięciu latach przerwy. W tym okresie nie uczestniczyłam w życiu sakramentalnym, a na niedzielnej Mszy Świętej zjawiałam się co tydzień, żeby zanieść Bogu pretensję i żal. Najwyższy przebaczył mi wszystko, ale sama nie potrafiłam sobie przebaczyć. Nadal zastanawiałam się, którędy pójść.

Odpowiedzią na moje pytanie był kurs Filip. Na informację o nim trafiłam w internecie, poszukując informacji o Mszy Św. w kościele Świętej Anny. Nie wiem, jak to się stało, że otworzyłam akurat te zakładki i wybrałam link do strony wspólnoty Oblubienica. Przeczytałam zdanie obiecujące rozwiązanie moich problemów i wyjaśnienie wątpliwości. Wysłałam internetowe zgłoszenie i pełna obaw pojechałam na spotkanie do obcego miasta Magdalenka. Weszłam samotnie w środowisko nowych dla mnie ludzi i odnalazłam tam siebie. Kurs Filip otworzył mnie na Prawdę, że na miłość Bożą nie trzeba zapracować ani zasłużyć. Bóg kocha bezinteresownie i pomimo mojego grzechu. Pokochał mnie jeszcze przed moim narodzeniem i dał świadectwo miłości do mnie Swoim życiem i śmiercią. Słyszałam o tym wcześniej wielokrotnie od różnych kapłanów. Na kursie słuchałam tych słów po raz pierwszy odnosząc je do siebie i odczytując bardzo osobiście. Postanowiłam wtedy zaufać Bogu i pójść za Nim. Rekolekcje Filip wyprowadziły mnie z pustyni duchowej, pozwoliły odnaleźć cel w życiu i zrozumieć jego sens. Zaczęłam dostrzegać znowu małe radości, nawet cieszyć się studiami, których sobie nie wymarzyłam. Odnalazłam na swoim wydziale specjalizację, która wzbudziła moje zainteresowanie i pragnienie pogłębiania wiedzy w tym kierunku. Moje serce wypełniło się pokojem. Poprawiły się także moje relacje z rodzicami. Czuję, że Pan Bóg działa w moim życiu i prowadzi mnie. Poprzez kurs Filip trafiłam do wspólnoty Oblubienica. Mogę być pośród wspaniałych ludzi, którzy podpowiadają mi, jak mogę poradzić sobie z trudnościami i dzielę się z nimi radościami i niepokojami. Czuję, że moja wiara powoli staje się żywa. Pozwoliłam Panu Bogu wejść do mojego życia, On je naprawia i pokazuje dokąd iść, napomina mnie. Dlatego mogłam bez żalu wrócić się o 5 lat i opisać wydarzenia, które są niechlubną częścią mojego życia. Pan Bóg uzdrawia moje wspomnienia. Nie jest bynajmniej różowo, nadal muszę odnajdywać się w trudnych sytuacjach. Życie niewiele zmieniło się, ale diametralnie zmodyfikowało się moje podejście do niego, także odbieranie rzeczywistości. Teraz nie jestem sama i nauczyłam się pytać: „Którędy teraz, Panie Boże”

Chwała Panu!

Kontakt

mail:  kursfilip.zapisy@gmail.com.

 

Marek 797155811

Dorota 691182890

 

 

 

 

 

 

 

Linki

Jeśli chcesz poznać tło naszej działalności, zapraszamy do lektury zawartości poniższych linków.

  • Facebook
  • Google+